Na tą chwilę czekaliśmy 10 dni tzn. od czasu zostawienia naszych motocykli na spedycji we Władywostoku. Było kilku pocieszycieli, którzy rokowali nam powrót pieszo do domu w myśl zasady "Rosja to duży kraj", ale... nadzieja umiera ostatnia :)
W końcu telefonicznie ze spedycją ustaliliśmy,że mimo niedzieli po godz. 15 będzie można odbierać motorki. Doprawdy piękny jest to widok jak z magazynu zaczynają wyłaniać się jeden po drugim...
I nie ważne, że skrzynie trzeba było rozbijać samemu (w myśl przepisów motocykle można przewozić bagażową spedycją tylko zapaletowane). Tu należy podziękować naszemu rodakowi Viktorowi (to ten stojący za mną), który mieszkając i pracując w Moskwie dopomagał nam zarówno w drodze do Władywostoku, przeprowadzając nas przez Moskwę, a teraz przywiózł benzynę i miał skrzynkę z narzędziami, którymi rozebraliśmy palety.
Tak po prawdzie to rozbiórka skrzyń leżała po stronie spedycji, ale czekać kolejny dzień w Moskwie.... zupełnie nam się nie uśmiechało.
Po godzinie wszystkie motocykle były oswobodzone z pęt skrzyń, a my wyposzczeni długim nieróbstwem gotowi do jazdy.
Jeszcze tego samego dnia zamierzaliśmy dojechać do Smoleńska (ca 400km). Trasa była już nam znana. To tzw "olimpijka" droga budowana na olimpiadę w 1980r. Musimy się śpieszyć, bo chcemy zdążyć jeszcze na cmentarz w Katyniu, a zamykają go o 21.
Na moim Harleyu wyraźnie widać tysiące km przejechane przez Syberię.
Trans-Siberian road on Harley Davidson Road King, Trans-Siberian Railway
niedziela, 14 sierpnia 2011
39
Tak powoli zastał nas w Moskwie zmrok ....
Jako że przynajmniej jeden uczestnik był prawidłowo ubrany :), a wszyscy mimo braku motocykli, odczuliśmy potrzebę pójścia do knajpy motocyklistów....
Po kilkunastominutowym marszu znaleźliśmy się na Arbacie, gdzie jest knajpeczka do której zjeżdżają się motocykliści
Pogadaliśmy z kilkoma bajkierami, wzbudzając żywe zainteresowanie. Żałowaliśmy że nie mogliśmy pod knajpę podjechać naszymi bajkami, ale one jeszcze były w drodze...
Przy piwie i pizzy powspominaliśmy jeszcze świeże wydarzenia z drogi do Władywostoku oraz powrotnej podróży koleją transsyberyjską i gotowaliśmy się duchowo na następny dzień, dzień odbioru motocykli z agencji spedycyjnej.
Jako że przynajmniej jeden uczestnik był prawidłowo ubrany :), a wszyscy mimo braku motocykli, odczuliśmy potrzebę pójścia do knajpy motocyklistów....
Po kilkunastominutowym marszu znaleźliśmy się na Arbacie, gdzie jest knajpeczka do której zjeżdżają się motocykliści
Pogadaliśmy z kilkoma bajkierami, wzbudzając żywe zainteresowanie. Żałowaliśmy że nie mogliśmy pod knajpę podjechać naszymi bajkami, ale one jeszcze były w drodze...
Przy piwie i pizzy powspominaliśmy jeszcze świeże wydarzenia z drogi do Władywostoku oraz powrotnej podróży koleją transsyberyjską i gotowaliśmy się duchowo na następny dzień, dzień odbioru motocykli z agencji spedycyjnej.
38
No to po siedmiu dniach i nocach :) w końcu dojechaliśmy do Moskwy. Jakoś tak dziwnie się złożyło, że piwo w hotelu mimo że trzy razy droższe niż w pociągu smakowało co najmniej trzy razy lepiej.
Po solidniej kąpieli i odświeżeni nabieramy sił by wyjść na miasto
Już zabudowa w najbliższym sąsiedztwie hotelu zwiastowała nietuzinkowość miasta
Przeto i sklepiki gdzie można zrobić drobne zakupy wcale nas nie dziwiły ... ;)
Wiadomo, wszystkie drogi prowadzą w Moskwie na Plac Czerwony gdzie można przedefilować wraz z tłumem turystów...
No i oczywiście podziękować odpowiednio (he he) wodzowi rewolucji ...
Po solidniej kąpieli i odświeżeni nabieramy sił by wyjść na miasto
Już zabudowa w najbliższym sąsiedztwie hotelu zwiastowała nietuzinkowość miasta
Przeto i sklepiki gdzie można zrobić drobne zakupy wcale nas nie dziwiły ... ;)
Wiadomo, wszystkie drogi prowadzą w Moskwie na Plac Czerwony gdzie można przedefilować wraz z tłumem turystów...
No i oczywiście podziękować odpowiednio (he he) wodzowi rewolucji ...
piątek, 5 sierpnia 2011
37
Jeśli jest czas powitań , musi być i czas pożegnań...
Jedna z naszych współpasażerek Swieta właśnie dojechała na 2-miesięczne wakacje do rodziny w Miżnym Nowgorodzie. Jedną z bardziej zadowolonych osób faktem końca tej podróży był mąż Swiety, który potrafił co pół godziny dzwonić dopytując się o losy żonki :).
Dziękujemy ci Swieta za bardzo miłą podróż.
Na kolejnej stacji Władimir (następna to już Moskwa) Jacek z Mirą i Jurek z Moniką wysiadają z pociągu, a my pomagamy im tym razem rozładować motocykle. Wracają do Polski przez Ukrainę.
Zawsze takie pożegnania są trochę smutne. Ale żyjemy nadzieją ponownych spotkań ..., planów ..., wyjazdów ...,
Jacek i Mira.
Zawsze podziwiałem pasażera. Myślę, że o wiele łatwiej podczas wypraw motocyklowych jest kierowcy. Pasażer czuwa nad droga raczej w sposób bierny, może co prawda podpowiadać kierowcy trasę, robić zdjęcia, ale musi mieć zaufanie dla swojego kierowcy. Poza tym mimo wszystko jego pozycja jest mniej wygodna. Ja jechałem kilka razy jako pasażer i byłem szczęśliwy w monecie zejścia z motocykla
Monika i Jurek
Jurek na pożegnanie demonstruje nam swoją czapkę pozyskaną w drodze dosyć skomplikowanego handlu od Mongoła.
Jedna z naszych współpasażerek Swieta właśnie dojechała na 2-miesięczne wakacje do rodziny w Miżnym Nowgorodzie. Jedną z bardziej zadowolonych osób faktem końca tej podróży był mąż Swiety, który potrafił co pół godziny dzwonić dopytując się o losy żonki :).
Dziękujemy ci Swieta za bardzo miłą podróż.
Na kolejnej stacji Władimir (następna to już Moskwa) Jacek z Mirą i Jurek z Moniką wysiadają z pociągu, a my pomagamy im tym razem rozładować motocykle. Wracają do Polski przez Ukrainę.
Zawsze takie pożegnania są trochę smutne. Ale żyjemy nadzieją ponownych spotkań ..., planów ..., wyjazdów ...,
Jacek i Mira.
Zawsze podziwiałem pasażera. Myślę, że o wiele łatwiej podczas wypraw motocyklowych jest kierowcy. Pasażer czuwa nad droga raczej w sposób bierny, może co prawda podpowiadać kierowcy trasę, robić zdjęcia, ale musi mieć zaufanie dla swojego kierowcy. Poza tym mimo wszystko jego pozycja jest mniej wygodna. Ja jechałem kilka razy jako pasażer i byłem szczęśliwy w monecie zejścia z motocykla
Monika i Jurek
Jurek na pożegnanie demonstruje nam swoją czapkę pozyskaną w drodze dosyć skomplikowanego handlu od Mongoła.
36
W Irkucku dołączyli do nas Jacek z Mirą i Jurek z Moniką. Pierwotnie mieliśmy spotkać się wszyscy we Władywostoku, gdzie zamierzali dotrzeć trasą znacznie trudniejszą -przez Kazachstan i Mongolię. Niestety jak to w drodze bywa, Mongolia zabrała im tyle czasu, że nie było mowy aby wsiąść do pociągu dalej niż w Irkucku.
Dodatkową trudnością było przekonanie rosyjskich kolejarzy,aby na bagażowy wagon zabrali 2 motocykle.Po wielu zabiegach :) i odpowiedniej argumentacji :) można było ładować. Pociąg w Irkucku stoi ok 25 minut, ale z załadunkiem trzeba było się spieszyć.
Wieczorkiem, po zdenerwowaniu związanym z załatwianiem wszystkich motocyklowych spraw, na twarzach Jacka (z lewej) i Jurka nie było śladu
Mira i Monika też były wyluzowane, chociaż jeszcze niedawno na ich głowie w momencie załadunku był cały bagaż
Mieliśmy też dużo czasu, aby w miłej atmosferze powspominać powoli kończący się wyjazd. Mira z Jackiem i Monika z Jurkiem będąc w Irkucku poświecili trochę czasu, aby udać sie do polskiej wioski w Wierszynie (ca 100 km od Irkucka). Byli tak serdecznie tam ugoszczeni, że nawet w chwili relacji dla nas, oczy im błyszczały i wzruszenie nie było im obce.
Ech... Wszędzie gdzie się nie obejrzysz gdzieś los rzuci Polaka...
Dodatkową trudnością było przekonanie rosyjskich kolejarzy,aby na bagażowy wagon zabrali 2 motocykle.Po wielu zabiegach :) i odpowiedniej argumentacji :) można było ładować. Pociąg w Irkucku stoi ok 25 minut, ale z załadunkiem trzeba było się spieszyć.
Wieczorkiem, po zdenerwowaniu związanym z załatwianiem wszystkich motocyklowych spraw, na twarzach Jacka (z lewej) i Jurka nie było śladu
Mira i Monika też były wyluzowane, chociaż jeszcze niedawno na ich głowie w momencie załadunku był cały bagaż
Mieliśmy też dużo czasu, aby w miłej atmosferze powspominać powoli kończący się wyjazd. Mira z Jackiem i Monika z Jurkiem będąc w Irkucku poświecili trochę czasu, aby udać sie do polskiej wioski w Wierszynie (ca 100 km od Irkucka). Byli tak serdecznie tam ugoszczeni, że nawet w chwili relacji dla nas, oczy im błyszczały i wzruszenie nie było im obce.
Ech... Wszędzie gdzie się nie obejrzysz gdzieś los rzuci Polaka...
środa, 3 sierpnia 2011
35
Aby żyć trzeba jeść i pić!
Co odważniejsi stołowali się w restauracyjnym, a zupą dnia zresztą od pierwszego do siódmego :), była tzw solianka - czyli coś na wzór barszczu. Ja po pierwszym dniu podziękowałem, bo właśnie skończył mi się cały zapas węgla :)
Kuchnia Swiety bardziej mi odpowiadała, zwłaszcza że przy popitce fundowanej przez Larisę żadne niebezpieczeństwo nam nie groziło - oczywiście ze strony podstępnych bakterii :)
Na krótkich postojach ryby same pchały się do wagonu. Tu osławione omule z Bajkału wędzone na ciepło (a więc tak tradycyjnie), jak i na zimno (to te w folii) wędzone na słońcu. Ja wybrałem tą trzecia opcję, kupiłem truskawki od tej pani z lewej:). Kubeczek ok 0,5 l- 100 rubli (10 zł). Ryby po 50 rubli.
Na dłuższych postojach można było na dworcu lub peronie zakupić całe dania obiadowe (kotlety, sałatki, już ugotowane kartofle, pierogi etc.) no i coś do picia. Później tylko uśmiechnąć się do prowadnicy, a uśmiech ukrasić 50 rublami coby w mikrofali to podgrzała i .... wyżera gotowa.
Miłośnicy i miłośniczki fast food'ów też mogą spokojnie wybrać się w podróż koleją Transsyberyjską. Na Stacji nie znajdą co prawda pizzy Hut lub Dominium, ale na хот дог'a mogą spokojnie liczyć. Coca/Pepsi Cola, Mirinda czy chipsy Lays'y też w dowolnych ilościach :)
Co odważniejsi stołowali się w restauracyjnym, a zupą dnia zresztą od pierwszego do siódmego :), była tzw solianka - czyli coś na wzór barszczu. Ja po pierwszym dniu podziękowałem, bo właśnie skończył mi się cały zapas węgla :)
Kuchnia Swiety bardziej mi odpowiadała, zwłaszcza że przy popitce fundowanej przez Larisę żadne niebezpieczeństwo nam nie groziło - oczywiście ze strony podstępnych bakterii :)
Na krótkich postojach ryby same pchały się do wagonu. Tu osławione omule z Bajkału wędzone na ciepło (a więc tak tradycyjnie), jak i na zimno (to te w folii) wędzone na słońcu. Ja wybrałem tą trzecia opcję, kupiłem truskawki od tej pani z lewej:). Kubeczek ok 0,5 l- 100 rubli (10 zł). Ryby po 50 rubli.
Na dłuższych postojach można było na dworcu lub peronie zakupić całe dania obiadowe (kotlety, sałatki, już ugotowane kartofle, pierogi etc.) no i coś do picia. Później tylko uśmiechnąć się do prowadnicy, a uśmiech ukrasić 50 rublami coby w mikrofali to podgrzała i .... wyżera gotowa.
Miłośnicy i miłośniczki fast food'ów też mogą spokojnie wybrać się w podróż koleją Transsyberyjską. Na Stacji nie znajdą co prawda pizzy Hut lub Dominium, ale na хот дог'a mogą spokojnie liczyć. Coca/Pepsi Cola, Mirinda czy chipsy Lays'y też w dowolnych ilościach :)
niedziela, 31 lipca 2011
34
Jednym z ważniejszych wagonów, jeśli nie najważniejszy, to restauracyjny. Wygląd jak z lat 50. To tutaj przesiadywaliśmy część czasu sączac piwko po 110 Rubli (11zł) za butelkę, co odważniejszi zamawiali śniadanko czy obiad.
Restauracyjny funkcjonował tylko dzięki Paaliakom .
Nadawaliśmy rytm temu obiektowi.
To tutaj rozgrywały się sceny niczym z dzikiego zachodu, a raczej dalekiego wschodu... :)
Od czasu zajrzenia "do kuchni" i zlokalizowania wreszcie skąd ten charakterystyczny zapach pochodzi zdałem sie na kuchnie współpasażerek lub tradycyjny zestaw Snickers + Cola
W każdym z wagonów były po dwa obiekty strategiczne w postaci kibli. I tu wyrazy uznania dla prowadnic które dbały o jego czystość mimo że złorzeczyły "snowa Paaliaki w unitaz bumagu brosali". Tu dla niewtajemniczonych bumagę trzeba wrzucić do kosza- czego nigdy nie zrobiłem. Wrzucanie papieru do kibla i małosprawne spłukanie mogło powodować jego zatkanie. Faktem jest, że ichni papier to po to był takiej struktury, aby przypadkiem nie rozpuścił się w wodzie i można byłoby poddać go ponownemu recyklingowi :)
No i kolejny obiekt strategiczny w postaci prysznica w ilości na cały pociąg ... 1 :).
Myśleliśmy, że o prysznicu to tylko pośnimy. Jakież było nasze zdziwienie gdy okazało się, że byliśmy najlepszą klientelą prowadnicy, która zawiadywała rzeczonym przybytkiem. Nie tam abyśmy tylko my korzystali ale raczej tłumów tam nie było. Prysznic 100 Rubli tyle co piwo
Restauracyjny funkcjonował tylko dzięki Paaliakom .
Nadawaliśmy rytm temu obiektowi.
To tutaj rozgrywały się sceny niczym z dzikiego zachodu, a raczej dalekiego wschodu... :)
Od czasu zajrzenia "do kuchni" i zlokalizowania wreszcie skąd ten charakterystyczny zapach pochodzi zdałem sie na kuchnie współpasażerek lub tradycyjny zestaw Snickers + Cola
W każdym z wagonów były po dwa obiekty strategiczne w postaci kibli. I tu wyrazy uznania dla prowadnic które dbały o jego czystość mimo że złorzeczyły "snowa Paaliaki w unitaz bumagu brosali". Tu dla niewtajemniczonych bumagę trzeba wrzucić do kosza- czego nigdy nie zrobiłem. Wrzucanie papieru do kibla i małosprawne spłukanie mogło powodować jego zatkanie. Faktem jest, że ichni papier to po to był takiej struktury, aby przypadkiem nie rozpuścił się w wodzie i można byłoby poddać go ponownemu recyklingowi :)
No i kolejny obiekt strategiczny w postaci prysznica w ilości na cały pociąg ... 1 :).
Myśleliśmy, że o prysznicu to tylko pośnimy. Jakież było nasze zdziwienie gdy okazało się, że byliśmy najlepszą klientelą prowadnicy, która zawiadywała rzeczonym przybytkiem. Nie tam abyśmy tylko my korzystali ale raczej tłumów tam nie było. Prysznic 100 Rubli tyle co piwo
Subskrybuj:
Posty (Atom)













